Kiedy nasze życie staje się szare, zupełnie nie takie jak oczekiwalismy zaczynamy w nim szukać prostych radości, które pozwolą nam znów afirmować życie tak, by toczyło się po naszej myśli. Spotykamy wówczas ludzi, którzy pomagają nam swoją wrażliwością i dobrym sercem dostrzec to co w życiu dobre, piękne i warte przeżywania. Jednak w sytuacji gdy mają tak znamienitą rolę do odegrania, w naszym odnajdywaniu się w szarości życia, stają się ideałami, stają się wyniesionymi nieświadomie półbogami naszej poszarzałej rzeczywistości. Jednak przychodzi taki moment, gdy sytuacja zmienia się, zmienia się nasze spojrzenie i nagle nasi półbogowie robią rzeczy zupełnie nieboskie, raczej przyziemne i próżne. Nasze ideały staczają się w dolinę rozczarowania i poczucia straty, by po chwili doznać objawienia: choć nam się wydawało, że co boskie jest z jednej i drugiej strony, to tak naprawdę, jesteśmy takim samym wypełniaczem pewnej luki w życiu czy to wewnętrznym, czy towarzyskim i czy nawet służbowym. Wtedy właśnie szarość i pospolitość życia dotyka nas najbardziej. Wtedy wiemy, że nie jesteśmy i nie byliśmy nikim prawdziwie wyjątkowym. A piękno słów czy obietnic staje się pospolitym środkiem na uzyskanie wymiernych korzyści.
Tyle wniosków na sobotę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz