środa, 19 października 2011

Lucynka jest czarownicą

Jak potwierdzają dzisiejsze wyniki RTG jestem czarownicą.... Jak to możliwe ze potwierdza się coś takiego prześwietleniem? Ano, podpowiem jeszcze, że prześwietleniem zębów :D Jak się okazało, zupełnym przypadkiem przy okazji poszukiwań zapalenia dziąsła, mam dodatkowego zęba. A dokładnie rzecz ujmując dodatkową, dolną, prawą piątkę :D Jest dokładnie pod tą której aktualnie używam z powodzeniem. Prościutka i dumna, widoczna jedynie na zdjęciu RTG sobie siedzi i pewnie czeka ją wielka zmiana w życiu, jako że została odkryta. Niemniej jednak okazuje się, że owy dodatkowy ząb jest objawem bycia czarownicą, tak przynajmniej twierdzi babcia. Nie powiem, napawa mnie to ogromną dumą jako, że za czarownicę uważałam się już od pewnego czasu, to teraz mogę się chwalić, iż owy fakt jest potwierdzony badaniami lekarskimi :P

Do tego dodam, że jest to naprawdę wyjątkowe, bo zaledwie 0,22% społeczeństwa to ma a więc dokładnie 22 osoby na 10 tysięcy :D Prócz tego, akurat piątkę to ma ok 13% z tych 22 osób, więc jestem niepowtarzalna naprawdę na dużą skalę :D Aż emanuję wyjątkowością i wspaniałością ;)

Dodatkowo mogę się pochwalić, że wkraczam w wyższe rejony rozwoju wewnętrznego, odkrywam w sobie niepołatane sprawy które skrzętnie oczyszczam i goję w sobie. I czuję się z każdym dniem lepiej, mocniej i silniej. I krzyczę światu, że podbiję go bez mrugnięcia okiem i jeszcze o mnie usłyszą Ci co nie wierzyli, ha!

Od jutra zaczynam część właściwą pracy, a więc zaczyna się dzwonienie, spotkania, pomaganie ludziom no i oczywiście zarabianie pieniędzy. Trzymać kciuków za mój sukces wcale nie trzeba bo jest on nieunikniony :)

Lucynka jest boską czarownicą... mrauuuuuu!

Dźwięk na dziś

czwartek, 13 października 2011

Lucynka jest doskonała

Dziwny dziś dzień w pracy. Człowiek nigdy do końca nie zrozumie drugiego człowieka i mimo najlepszych chęci wychodzi jakiś dziwoląg. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i w skończyło się salwami śmiechu w imię parodii obrońców krzyża. Może to i dobrze tak? Chociaż czuję się trochę zmęczona. Od jutra zaczynam dzwonienie... miałam napisać "brrr" ale nie! Napiszę: To będzie spektakularny sukces!!!

Ogółem dochodzę do wniosku, pospołu z moją szefową, że środkiem do celu jest moja doskonałość. A właściwie to, żebym ją sobie uświadomiła. I nie chodzi tu zupełnie o narcyzm czy próżność. Ale cholera! Jestem zajebista! Dalece powyżej przeciętnej, co w obecnym stanie społecznego ducha można z powodzeniem nazwać doskonałością. Im więcej zaufania powierzę mojej doskonałości tym więcej dobra świat mi przyniesie. I tak myśleć należy!

Ja jestem doskonała taka jaka jestem i zasługuję na wszystko co najlepsze. I teraz tak trzydzieści razy. Codziennie!!! Ręcznie, żeby była energia :)

Sprawa numer dwa to taka sprawa, że muszę wynieść własne zdanie, na mój własny osobisty piedestał! Jestem dorosła i jeżeli mam takie zdanie a nie inne to super! Moje pełne prawo i dogłębna słuszność. Czuję wewnętrzną silną potrzebę bycia niezależną, panią swojego życia i losu, stanowiącą o swoim losie i uczuciach. I tak właśnie będzie. Ale nie... już jest!!! Afirmujemy sukces :)

Trzecia sprawa to taka, że Lucynka potrzebuje odczuwać kontrolę nad swoim życiem, a może raczej uwierzyć, że ją ma. Bo jakoś ja nie wierzę i wpisuję sobie w każdą codzienną sprawę niepowodzenia, smutki itd. A nieprawda. Spotyka mnie to co najlepsze. Radość, szczęście, pieniądze, miłość a powodem tego jest moja własna, niezachwiana doskonałość.

Och kurczę :) To był pean na moją własną cześć i oby więcej!

piątek, 7 października 2011

Lucynka afirmuje sukces

Targa mną ogrom uczuć, mam wrażenie, że każdego dnia zmienia się moja opinia o życiu i świecie. Moje uczucia się zmieniają i nie jestem do końca pewna co do oznacza. Tęsknię za Czwartkiem, nie wiem kiedy się zobaczymy, a mimo wielu drobnych spięć nic nie daje mi takiego poczucia bezpieczeństwa jak jego obecność, nigdy nie zasypiam tak głęboko i smacznie jak wtedy gdy wiem, że on jest obok. A ostatnimi czasy spałabym ciągle. Bez przerwy jestem senna.

Lucynka dostała pracę. Będę agentem ubezpieczeniowym Generali. Egzamin zdany już, czekam na dokumenty i afirmuję swój zawodowy sukces. Robiąc rozpoznanie swoich sukcesów, marzeń i chęci okazało się, że najbardziej blokującą mnie rzeczą w wielu aspektach jest brak odpowiedniej gotówki. Czy to nie przerażające? Człowiek (w tym wypadku ja) naprawdę wiele sobą reprezentuje, a mimo to bez kasy ani rusz. Z drugiej strony skoro mam w sobie i wokół siebie tak wiele, że brakuje mi tylko pieniędzy to i tak szczęściara ze mnie. Tak myślę.

I cały czas powtarzać sobie muszę "wybieram tylko dobre, bo wspierające i budujące myśli". To strasznie trudne, jestem czarnowidzem. Lucynka wciąż obawia się czarnych scenariuszy. Ale codziennie wstaję, robię krótką medytację oddechową a potem afirmuję się na sukces. Robię mapy podprogowe, wizualizacje i afirmujące audio-cuda. Wierzę, że nadaję się do tej pracy i wierzę, że miałam tu trafić. Moja szefowa jest niezwykła. Pasujemy do siebie. Ale wydaje mi się, że potrzebny mi rzeczywisty sukces by prawdziwie poczuć wiatr w żagle.

Zrobiłam projekt mojego wymarzonego biurka, dziadek zatwierdził i gdy nadejdą śniegi zacznie robić mi moje bajkowe stanowisko pracy. Nie mogę się doczekać. Myślę, że wtedy wrócę znów do biżuterii na poważnie. Na razie odbębniam obowiązki i liczę, że wena jeszcze wróci.

Mam niedobory czułości, siedzę całymi dniami sama w pokoju, męcząc jeden serial za drugim i próbuję zagłuszyć tęsknotę. I choć muszę przyznać, że czuję się dużo lepiej i fizycznie i psychicznie to trochę ze mnie schodzi ostatnio powietrze. Czuję, że to tylko ja dbam, jestem i wspieram, a gdy potrzebuję tego samego, to nie ma przy mnie nikogo.

Dziwny to stan. Trzymajcie kciuki by się wyklarował ku lepszemu.