Byłam w domu, na 4 dni. W czasie których życie nabrało czarno-szarych barw. Wracam do Czwartka, ale czy to jeszcze mój Czwartek? Wszystko się poplątało. Nie mam siły walczyć i czekać na rozwiązanie. Nie mam siły być praktyczna, oszczędna i rozważna. Udałam, moje dłonie całują ziemię, oczy rodzą łzy. Tak wiele łez. Gorzkich, piekących w gardle, ściskających za serce. Nie wiem gdzie mój dom. Już dość moich mąk, dość miotania się w próbach i staraniach, prośbach i poniżeniach.
Zostawiłam za sobą rodzinę, która gotowa jest na każde wyrzeczenie by mi żyło się lepiej. Zostawiłam przyjaciół, którzy ze łzami w oczach stali w drzwiach patrząc jak odchodzę. Zostawiłam spokojną ciszę, ciepło szczęśliwych poranków i odprężających wieczorów. I pęka mi serce, krwawi wszystko w środku, brak mi tchu by pobiec jeszcze dalej.
Nie wiem ile jeszcze moja dusza wytrzyma w tym stanie, rwie się do ucieczki bardziej niż mogę ją utrzymać. Czy jestem już sama?
Z widokiem na myśli moje. Wino i łzy.
Jakie będą dziś moje sny?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz