Lucynka już jest ze Swoim Czwartkiem. Prawie na stałe. Zaczynają się porządki, przekładanki na razie nie ma dla mnie miejsca. Czuję się z tym okropnie, jakbym pchała się tam gdzie mnie nie chcą na siłę, gdzie nie ma dla mnie miejsca.
Szukam swoich małych szczelin, w których mogę się ukryć, znaleźć kawałek przestrzeni tylko dla siebie, trochę wytchnienia i radości. Szukam tych maleńkich szczęśliwych chwil w szarości i trudach codziennych porządków. Zaczyna się robić napięta atmosfera.
Ciągłe zmiany zdania mojej przyszłej teściowej, też nie robią mi dobrze. Odwlekam każdy plan na przyszłość dalej i dalej od siebie, patrzę tuż pod nogi, nigdy przed siebie. Mam ochotę uciekać. Znów. Ogarnia mnie panika i tęsknota. Przeraźliwa, potworna tęsknota za tym co znane, kochane, co MOJE.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz