piątek, 7 października 2011

Lucynka afirmuje sukces

Targa mną ogrom uczuć, mam wrażenie, że każdego dnia zmienia się moja opinia o życiu i świecie. Moje uczucia się zmieniają i nie jestem do końca pewna co do oznacza. Tęsknię za Czwartkiem, nie wiem kiedy się zobaczymy, a mimo wielu drobnych spięć nic nie daje mi takiego poczucia bezpieczeństwa jak jego obecność, nigdy nie zasypiam tak głęboko i smacznie jak wtedy gdy wiem, że on jest obok. A ostatnimi czasy spałabym ciągle. Bez przerwy jestem senna.

Lucynka dostała pracę. Będę agentem ubezpieczeniowym Generali. Egzamin zdany już, czekam na dokumenty i afirmuję swój zawodowy sukces. Robiąc rozpoznanie swoich sukcesów, marzeń i chęci okazało się, że najbardziej blokującą mnie rzeczą w wielu aspektach jest brak odpowiedniej gotówki. Czy to nie przerażające? Człowiek (w tym wypadku ja) naprawdę wiele sobą reprezentuje, a mimo to bez kasy ani rusz. Z drugiej strony skoro mam w sobie i wokół siebie tak wiele, że brakuje mi tylko pieniędzy to i tak szczęściara ze mnie. Tak myślę.

I cały czas powtarzać sobie muszę "wybieram tylko dobre, bo wspierające i budujące myśli". To strasznie trudne, jestem czarnowidzem. Lucynka wciąż obawia się czarnych scenariuszy. Ale codziennie wstaję, robię krótką medytację oddechową a potem afirmuję się na sukces. Robię mapy podprogowe, wizualizacje i afirmujące audio-cuda. Wierzę, że nadaję się do tej pracy i wierzę, że miałam tu trafić. Moja szefowa jest niezwykła. Pasujemy do siebie. Ale wydaje mi się, że potrzebny mi rzeczywisty sukces by prawdziwie poczuć wiatr w żagle.

Zrobiłam projekt mojego wymarzonego biurka, dziadek zatwierdził i gdy nadejdą śniegi zacznie robić mi moje bajkowe stanowisko pracy. Nie mogę się doczekać. Myślę, że wtedy wrócę znów do biżuterii na poważnie. Na razie odbębniam obowiązki i liczę, że wena jeszcze wróci.

Mam niedobory czułości, siedzę całymi dniami sama w pokoju, męcząc jeden serial za drugim i próbuję zagłuszyć tęsknotę. I choć muszę przyznać, że czuję się dużo lepiej i fizycznie i psychicznie to trochę ze mnie schodzi ostatnio powietrze. Czuję, że to tylko ja dbam, jestem i wspieram, a gdy potrzebuję tego samego, to nie ma przy mnie nikogo.

Dziwny to stan. Trzymajcie kciuki by się wyklarował ku lepszemu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz