czwartek, 13 października 2011

Lucynka jest doskonała

Dziwny dziś dzień w pracy. Człowiek nigdy do końca nie zrozumie drugiego człowieka i mimo najlepszych chęci wychodzi jakiś dziwoląg. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i w skończyło się salwami śmiechu w imię parodii obrońców krzyża. Może to i dobrze tak? Chociaż czuję się trochę zmęczona. Od jutra zaczynam dzwonienie... miałam napisać "brrr" ale nie! Napiszę: To będzie spektakularny sukces!!!

Ogółem dochodzę do wniosku, pospołu z moją szefową, że środkiem do celu jest moja doskonałość. A właściwie to, żebym ją sobie uświadomiła. I nie chodzi tu zupełnie o narcyzm czy próżność. Ale cholera! Jestem zajebista! Dalece powyżej przeciętnej, co w obecnym stanie społecznego ducha można z powodzeniem nazwać doskonałością. Im więcej zaufania powierzę mojej doskonałości tym więcej dobra świat mi przyniesie. I tak myśleć należy!

Ja jestem doskonała taka jaka jestem i zasługuję na wszystko co najlepsze. I teraz tak trzydzieści razy. Codziennie!!! Ręcznie, żeby była energia :)

Sprawa numer dwa to taka sprawa, że muszę wynieść własne zdanie, na mój własny osobisty piedestał! Jestem dorosła i jeżeli mam takie zdanie a nie inne to super! Moje pełne prawo i dogłębna słuszność. Czuję wewnętrzną silną potrzebę bycia niezależną, panią swojego życia i losu, stanowiącą o swoim losie i uczuciach. I tak właśnie będzie. Ale nie... już jest!!! Afirmujemy sukces :)

Trzecia sprawa to taka, że Lucynka potrzebuje odczuwać kontrolę nad swoim życiem, a może raczej uwierzyć, że ją ma. Bo jakoś ja nie wierzę i wpisuję sobie w każdą codzienną sprawę niepowodzenia, smutki itd. A nieprawda. Spotyka mnie to co najlepsze. Radość, szczęście, pieniądze, miłość a powodem tego jest moja własna, niezachwiana doskonałość.

Och kurczę :) To był pean na moją własną cześć i oby więcej!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz