Każdego dnia budzę się i tłumaczę sobie: Dasz radę Lucynko, małymi kroczkami do celu.
Potem idę przez dzień słuchając miliona zadań do wykonania, jakie mają dla mnie moi bliscy. Zaciskam zęby, razem z moim panicznym strachem między nimi. Milknę i argumentuję każdą moją myśl, każde marzenie, każdą radość i plan. Argumentuję jak najznamienitszy prawnik. Udowadniając całemu światu, że mogę być szczęśliwa. Że moje życie może być zielone, najpiękniejszą zielenią jaką tylko można sobie wyobrazić. Że jest w życiu coś więcej niż to kto pozmywa naczynia, a kto zrobi kolację. Kto zostawia brudne skarpetki a kto je pierze. Że prócz pracy i pieniędzy liczy się to z kim się pije gorące mleko pod wełnianym kocem, gdy za oknem szaleje wichura.
Jestem Lucynką. I boję się. Ale jednocześnie niewyobrażalnie cieszę się, że będę wiodła z Tobą życie.
Jestem Lucynką. I chciałabym przestać tłumaczyć się z chęci do życia. Ale jednocześnie chciałabym już przestać czekać na życie z Tobą.
Niech się stanie.
Amen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz